poniedziałek, 28 czerwca 2010

Kierunek blog

Godne uwagi i polecenia są dwa blogi związane z Przystankiem Książka. Dodałam je u siebie w polu Moja lista blogów. Poczytajcie sobie, pierwszy z nich Przystanek Książka prezentuje przegląd aktualnych wydarzeń, które miały miejsce w mediatece i nie tylko. Charakteryzuje się doskonałymi tekstami autorów, celnymi spostrzeżeniami z delikatna nutą ironii, naprawdę nie każdy potrafi tak pisać.

Drugi blog pt. "Życiorys Łukasza" http://zycioryslukasz.blogspot.com/ to naprawdę ciekawostka, prowadzi go przystankowy wolontariusz 12-letni Łukasz. Chcesz zobaczyć Przystanek jego oczyma i poznać pracę prawdziwego wolontariusza, odwiedź jego stronę!

czwartek, 24 czerwca 2010

Azyle spokoju na Ochocie

A wiecie, że nasz Przystanek wystąpił w telewizorni jako jeden z fajniejszych punktów na Ochocie, który warto zaliczyć. To nic, że trochę lansersko to wypadło, najważniejsze jest to, że mediateka okazuje się pożądanym, bardzo otwartym miejscem, które przełamuje stereotyp typowej biblioteki, tutaj można głośno rozmawiać, a dzieciaków za słodkie wybryki nikt nie goni.

Bezcenne jest zdziwienie pani redaktorki na wiadomość, że biblioteka może stanowić jedną z atrakcji na kulturalnej mapie Warszawy. Zresztą zobaczcie sami:)

TvnWarszawa

wtorek, 22 czerwca 2010

O tym się mówi

Cytat z O2:
"Nieoddana książka w bibliotece - windykacja?
Wczoraj otrzymałam listownie pismo z firmy windykacyjnej w sprawie zapłaty kary za nieoddane książki. Książkę od razu odkupiłam i oddałam. Jest to sprawa stara, nie pamiętam z którego roku, ale uzyskałam informację w bibliotece że przesyłano do mnie upomnienie w 2006 roku. Sprawa ma więc przynajmniej 4 lata - jeśli nie więcej. Moje pytanie brzmi - czy mogę odmówić firmie windykacyjnej zapłaty ze względu na przedawnienie? Co wtedy? Chodzi o kwotę łącznie 650 zł, więc nie małą. Jak przypuszczam są w tym zawarte i koszty windykacyjne, i należność dla biblioteki. Jak mogę tą sprawę rozwiązać?"


Porady co zrobić, patrz poniżej.

windykacja

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Bibliosfera.net

Zapraszam do odwiedzania nowej, ciekawej strony, której patronat honorowy objął Przystanek Książka.

Cytat ze strony bibliosfera.net
"Poszukujesz wpisów z blogów, notek prasowych, artykułów, reportaży dotyczących książek, bibliotek i nowych technologii, a nie masz czasu na mozolne przeszukiwanie Sieci? Znalazłeś coś wartego uwagi i chcesz się tym podzielić? Bibliosfera.net jest serwisem przeznaczonym właśnie dla Ciebie. Tu znajdziesz ludzi, dla których biblioteka to coś więcej, niż tabliczka "zachować ciszę"."
Krzysiu, dobra robota, pozdrawiam!
bibliosfera

czwartek, 17 czerwca 2010

O smutnej mamie

"Włosy mamy"
Gro Dahle
il. Svein Nyhus
Przeł. (z norweskiego): Helena Garczyńska
EneDueRabe, 2010

Dzisiaj chciałabym wam przedstawić książkę, która porusza problem depresji u dorosłych. Jest to pierwsza wydana w Polsce pozycja opisująca głęboką depresję rodzica, chwytająca za bardzo czułe struny, pokazująca emocje dziecka, które przejmuje poniekąd ciężar smutku dorosłego.To wzruszająca ale też bardzo pouczająca historia, w której mali i duzi borykają się z trudami codzienności. Depresja widziana i odbierana oczami małej Emmy jest ciężka jak czarny koc. Spróbujcie sobie wyobrazić stan, który pogrąża dziecko, kiedy jego ukochana i najlepsza mama na świecie jest przeraźliwie smutna. Mama, która nie reaguje na prośby i wołanie, nie przygotowuje jedzenia, nie bawi się z dzieckiem, coraz częściej leży na sofie i płacze. Tej konfrontacji nie wytrzymuje mała Emma, która w końcu wpada w złość i jak każde dziecko w obliczu problemów dorosłych zaczyna obwiniać siebie za zaistniałą sytuację. Dziewczynka próbuje pomóc, sama, swoimi dziecięcymi sposobami wyrwać mamę z tego stanu. Wierzy, że jak uczesze i wyprostuje jej poplątane włosy, mama odzyska spokój i znów zacznie się uśmiechać. Nie chce wam zdradzać kogo Emma w skręconych maminych włosach spotka...
Liryczny i baśniowy język Gro Dahla i mistrzowskie ilustracje Sveina Nyhusa pozwalają przeżyć i oswoić trudny i często niezrozumiały problem depresji szczególnie najmłodszym czytelnikom.
Zachęcam do lektury, która choć smutna niesie ze sobą wiele dobrego.

wtorek, 15 czerwca 2010

Z polecenia godne polecenia

Dzisiaj polecam Wam ciekawą stronę Fundacji Inicjatyw Społecznie Odpowiedzialnych, którą z kolei poleciła mi koleżanka z Przystanku, która działa na mnie jak zwykle inspirująco.

FISO została powołana w celu podejmowania i wspierania inicjatyw społecznych, gospodarczych i kulturalnych. Sami piszą o sobie tak: "Chcemy Was inspirować, pomagać i współtworzyć rzeczywistość, która nas wszystkich otacza. Nie czekamy, aż inni podsuną nam rozwiązania, sami szukamy dróg, które pozwolą nam zmieniać siebie i swoje otoczenie. Zainspirowani życiem chcemy podzielić się swoimi pomysłami, również z Tobą."
Zapraszam do odwiedzania strony, można tam znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy i informacje. Książki dla dzieci również.

www.fiso.org.pl

środa, 9 czerwca 2010

Smak


Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią od czasu do czasu puszczam coś swojego:)

Czy myślisz, że sen może zmieścić się w ziemskim wymiarze życia?
Śniłam swoje życie czyli nie żyłam naprawdę
Mała myszko masz parę ludzkich oczu
ale jesteś człowiekiem o gładkiej sierści konia
Głaszcze mnie pod włos
i zgodnie z ułożeniem mojej sierści
Biegnę potem pustymi łąkami
aby prędzej odzyskać
utraconą na moment wolność
Jakie piękne są te chwile
kiedy on przylepia się do mnie
Jest jak mój ulubiony smak
Nie mogę sobie tego odmówić

środa, 2 czerwca 2010

Inna bajka...

Kochani!
Wspominałam Wam kiedyś, że czekam na swoje bliźniaki i wybieram się na urlop macierzyński, a co za tym idzie zmieni się trochę charakter mojego bloga. Bliźniaki już są, a urlop rozpoczęty:)
Postanowiłam od czasu do czasu puścić wam do poczytania coś swojego, na pierwszy rzut luźne zapiski z pięknego europejskiego miasta, które uważa się powszechnie za serce światowej mody i kultury. Miłej lektury!

MIGAWKI Z MIASTA
- Ilu ludzi nocuje na stacjach metra? Ilu śpi tam w ciągu dnia?
Jadę 9 – tką, godz.10 już siedzą i piją tanie wino.
- Chłopiec w metrze wysiadając zakłada myckę na głowę i nie
dostaje za to po mordzie.
- Jadą w jednym wagonie, etniczna mieszanka z różnych stron,
wsiada Rosjanka z małym przenośnym zestawem grającym, wyciąga
mikrofon i zaczyna śpiewać ,,Oczy czarne”. Wszystkim się
podoba.
-Dzielnica żydowska – Le Pletzer, Żydzi i Arabowie – żydowskie
chałki, polskie serniki i tureckie kebaby – pycha. Na jednej
połaci mikroświat.
-Belleville i le Pletzer – jakbyś się znalazł na różnych
krańcach ziemi.
-Skwer vis a vis Notre Dame – chłopak z wielkim plecakiem
odpoczywa na trawie, gryzie jedną z pojedynczych, wstaje,
odchodzi.
-Arabska knajpa, na kasie Polka – polski język.
-Metro 2 murzyńska rodzina – pulchna matka w węzełku na plecach
niemowle, chudy ojciec obok 5 – letniego syna.
-Polski kościół – wieś tańczy i śpiewa. Czuję się jak w Łysowie
u babci.
-Amerykańska turystka w kiblu w Quick’u przy Hotel de Ville
pyta mnie: Jak się spuszcza wodę w muszli? – hmmm...
-Sprzedaż "menaży" pod kościołem.
-Mc. Donald’s przy rue Victor Hugo – Murzyńska matka w białej
szacie i chuście z trójką dzieci ubranych na styl europejski,
opycha zestaw dla dzieci.
-Obraz Polaka – kurwa, rozumisz – nikt go nie rozumie.
-Facet w bulangerie w Garches nieustannie puszcza mi oko –
więcej tam nie pójdę.
-Wszyscy na śniadanie jedzą płatki z zimnym mlekiem i tosty z
waty z dżemem. Puszczam pawia.
-Supermarkety, gotowe dania, purree z proszku. Taśmowa robota
takich samych pomidorów. Monotonia kolorowych opakowań, po
jakimś czasie dostaję mdłości. Nic nie mogę przyswoić prócz
bagietki z musztardą. Tęsknie za prostotą ziemniaków z
koperkiem i kefirem. To nieosiągalne, myślę tylko o tym.
Nic nie jem.
-Na stacjach metra pełno śmieci. Gazety, których nikt nie
czyta. Niepotrzebne informacje, leżą tam i walają się pod
nogami. Cóż z tego, że najświeższe. Przemijają w sekundę po
przeczytaniu. Tyle zmarnowanego papieru.
-Trocadero – pełno turystów ze świata i zwykłych ludzi,
mieszkańców codzienności. Kobieta siedzi na tarasowym murku, z
plastikowej torebki wyjmuje kawałki bułki, je, beznamiętnie
przeżuwa. Nie patrzy na porażający widok za wierzą. Sypie
okruchy gołębiom.
-Stare to metro i śmierdzące. Smród duszności podchodzi mi pod
gardło. Chcę wyjść na powierzchnię. Jeszcze jedna stacja.
-Towar wylewa się z zabytkowych kamienic. Kolory cieszące oko.
Tani jak barszcz towar. Nadmiar towaru. Zwiedzasz towar. Jakby
tu było bez niego?
-Kosciół St. Slupice - ułomny otwiera drzwi, prosi o małe
pieniądze. W każdym kościele biedak, wyciągnieta ręka i prośba.
-Na moście przy Notre Dame rolkarze. Zwinni jak gazele. Coś
drzemie w tych chłopcach, jakiś dziki zew. Skaczą na ok. 5 m.
Odbijają się od zrobionego samodzielnie podjazdu. Turyści biją
brawo.
-Dzielnica żydowska: Les Archives, rue Temple, Turbigo, Reamur,
la Perle, Pavee, Musee d’ Art et d’ historie du Judaisme, Musee
Carnavalet. Wpadło mi, że śnił mi się w nocy byk i właśnie
tutaj kupiłam przed chwilą kalendarz o torreadorach.
-Autobus 467 – amerykańska młodzież wracająca ze szkoły.
Ciuchy, gesty i aparaty na zębach. Aparaty to standard, chleb
powszedni. Wyznaczają pozycje społeczną.
-Świat traci coś z literackości, ze smakowania, upajania się
słowami. Wszystko się dzieje niezwykle szybko. Szybkie
jedzenie, szybkie trawienie i spuszczenie wody. Szybkie umycie
i wysuszenie rąk.
-Tania żywność – kupujesz 12 brioszek za 1.35e, nie ma w nich
nic naturalnego, sam syntetyk. Tani substytut jedzenia.
Zgubiona jakość.
-Metro – najszybsza komunikacja w mieście molochu. Drugie
podziemne miasto. Jeśli wyobrazić sobie, że stoi ono na
podziemnej sieci tuneli i parkingów i pomyśleć o tych
wszystkich kamienicach na górze. To jest przerażające.
-La Defense – szczyt nowoczesności. Grande Arche – łuk stojący
w linii prostej do Arc de Triomphe i do Carrousel. Centrum
handlowe, 1- gł. linia metra, super najtańszy market, gdzie
bagietka kosztuje 0,35e, a sok pomarańczowy 0, 30e. Tłum narodu
każdego dnia. Idę obejrzeć tyły, pętle autobusów i ogarnia mnie
przerażenie na widok syfu i sterty śmieci, na których to
centrum stoi. Przypomina tekturowe pudło udające pałac, któremu
ktoś z przodu domalował złote drzwi.
-Zakład krawiecki w dzielnicy żydowskiej – mały, czyściutki
krawiec w spokoju, daleki od zgiełku, za oknem kroi materiał.
Otoczony sprzętami sprzed wojny, czas się w nim zatrzymał.
-Sklepy na Montmartre – królestwo ciemnoskórych. Tani towar,
badziewie, buble. Buty jak w Polsce za PRL. Wszystko po parę
euro. Tęgie murzynki kołyszą się wśród stoisk z ubraniami z
granatowymi koszmi.
-Islamskie kobiety w chustach na głowach. Tradycja. Ich córki w
markowych ciuchach, zwykłe nastolatki w sportowych butach,
nakrywają głowy chustami na znak – jestem muzułmanką.
-Jadę 2-ką na Montmartre, obok mnie dwie Amerykanki i Hinduska
z córeczką w seledynowych szatach. Mała wtraja czekoladowy
baton, a mnie skręca z głodu.
-E. Hemnigway miał racje, to miasto jest dla ludzi z
pieniędzmi. Tutaj będąc głodnym, skręcasz się na widok i zapach
wszechpanującego jedzenia, a żołądek uważa, aby samemu się nie
strawić.
-Świat współczesny to cały czas biedota. Bieda przykryta
afiszem reklamy. Jak gówno w pięknym pudełku.
-W każdej linii metra, ktoś prosi o pieniądze. Wszędzie
wyciągnięta ręka. Biedak przy biedaku normalnych ludzi mało.
Bogaci izolują się, chowają swoje dzieci z dala od ulicy, nie
dopuszczają ich do prawdy.

wtorek, 1 czerwca 2010

"30 milionów dolarów na polskie biblioteki"

Obiecujące, zwłaszcza w kontekście wzmocnienia prestiżu zawodowego i środowiskowego bibliotekarzy. Poczytajcie sobie!
Bez wykształcenia ani rusz do przodu w tym temacie i branży:)
 "Fundacja Billa i Melindy Gatesów zawarła z nami porozumienia, w wyniku których zobowiązała się wnieść w sumie 30 milionów dolarów w przedsięwzięcie, które rozpoczęliśmy w kwietniu ubiegłego roku pod nazwą Program Rozwoju Bibliotek" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Jerzy Koźmiński, były ambasador Polski w USA, prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności.